Proza

Archiwum

#

 

                            

 

 

                                            – Bardzo dziękuję –

Tomasz Michał Jeka  – Założyciel grupy  poetycko – literackiej Kształty Słów

Podsumowanie redakcyjne ostatniego wydania Przeglądu Kształtów Słów.

W dziedzinie foto relacja dwa materiały zasługują na wyróżnienie, gratulacje dla Eli Jach i Bożenki Czarnota (tutaj jeśli o funkcje na stronie mamy otwartą formułę)

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=151141025583767&set=pcb.2081891318722663&type=3

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1045668745573771&set=pcb.2081430032102125&type=3

W kategorii proza dziennikarska
wyróżniam Zosię Tarchałę za tekst poniższy;

Strach ma wielkie oczy

Przysłowie to mówi nam, że to czego się boimy jest najczęściej wyolbrzymiane przez nas samych i że pewne rzeczy nie są tak straszne jak nam się wydaje.

Mój strach miał małe oczy ale był jak najbardziej prawdziwy.

Zdarzenie z 21.stycznia 2017 godz.5.30 rano

Byłam dzisiaj bardzo dzielna jadąc rano po męża do pobliskiej miejscowości, oddanej ok.6 km.
On pojawił się znienacka w czarnym płaszczu, dość młody i lekko zachwiany, zwolniłam chcąc go ominąć, niestety…
Rzucił się na maskę samochodu, stukając w przednią szybę.
Zamknęłam szybko auto od wewnątrz pilotem i pomyślałam, jak dobrze, że jest`
Nie mogłam się skupić, zdenerwowana , drżącymi dłońmi , szukałam telefonu w torebce, a on nadal pukał krzycząc coś po czesku – Niech pani otworzy, chcę pani pomóc.
Tak bardzo sie bałam, sama na pustkowiu, przed oczami migały mi obrazy z dreszczowców, jeszcze wczoraj pisałam wiersz o strachu.
Co robić, trąbić klaksonem, dzwonić na policję, przecież jestem w Czechach, kto odbierze,a zanim dojadą, straszne, myśli biegały jak opętane, tłocząc szybciej krew w żyłach .
Boże Pomóż!!!
Straszyłam go policją, że już dzwoniłam, że zaraz tu będą, niech idzie sobie precz, nie słyszał, stał i za każdym razem coraz silniej szarpał klamkę.
Mówił coś o pijanym koledze, który jeździ samochodem po drodze, że muszę uważać, bo może mi coś zrobić a on mnie obroni.
Nogi drżały mi, nie mogłam ich opanować, zamiast sprzęgła, naciskałam hamulec, dłonie nie potrafiły zmienić biegów.
Myśl, że najadę mu na nogi, straszne…
To jak film który dzieje się naprawdę, ale dlaczego akurat ja w nim gram główna rolę?
Szamotałam się nad ranem, w obcym miejscu z obcym mężczyzną na masce, na dodatek sama, gdyby był chociaż mąż, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Ta chwila trwała wieczność, na moje szczęście nadjechał z naprzeciwka samochód, mężczyzna odskoczył i gdzieś uciekł ….
Uruchomiłam auto i ruszyłam w dalszą drogę bardzo zdenerwowana, myśląc o tym, że mogło być inaczej.
Odrzucam te myśli teraz, choć powracają jak bumerang
… gdybym nie zamknęła tych drzwi…a ten co nadjeżdżał gdyby był jego kolegą?
Jutro rano ponownie jadę tą drogą, na samą myśl, dostaję gęsiej skórki, pewnie nie zmrużę oka.
Brzmi to niewiarygodnie, ale wierzę, że mój anioł stróż czuwał dzisiaj nade mną, pomodlę się i podziękuję.
Historia jak najbardziej prawdziwa z dzisiejszego zimowego poranka, na pograniczu Jarnołtówka i Zlaté Hory.
Ku przestrodze innych jadących tą trasą.

Zofia Tarchała

A także Jurka Kija za tekst poniższy

Z językiem to nie taka prosta sprawa, wyższa szkoła jazdy niekiedy. Z polskim też, jak najbardziej. Meandry i pułapki na każdym kroku. Lód, lut, lud, Bóg, buk, Bug. Gżegżółka, Wrzeszcz, Szczebrzeszyn, Dzierążnia, pstrąg, skuwka, podkówka. Męczarnie Polaków, jeszcze gorsze cudzoziemców. Zasadzki ortografii, interpunkcji, deklinacji i koniugacji. Wymowa niektórych wyrazów, jak tortura. Spróbuj czytelniku szybko wypowiedzieć dwa słowa – poczmistrz z Tczewa. Prawda, że niełatwe!
Istnieją języki, które stopniem skomplikowania gramatyki i wymowy wielokrotnie przewyższają język polski.
Polszczyzna jest piękna. Można nią wyrazić wszystko, co człowiekowi w duszy gra. Język poetów, pisarzy, księgowych, architektów, lekarzy, nauczycieli, taksówkarzy, złodziei, parlamentarzystów. Wieszczów, Piotra Skargi, królów, Chopina, Sienkiewicza, Piłsudskiego, Skłodowskiej, Tuwima, Jana Pawła II, Herberta, Osieckiej, Młynarskiego. Dziadka, mamy. Twój i mój.
Mowę ojczystą trzeba szanować i rozwijać. Ci, co piszą powinni wiedzieć o tym najlepiej. Idealnie nigdy nie będzie, to pewne. Ale dobrze jest dążyć do mistrzostwa, walczyć z błędami. Pokazywać piękno i bogactwo. Pisać z dbałością o poprawność i formę. Nie zachwaszczać niepotrzebnie zwrotami obcojęzycznymi. Pośpiech, chęć natychmiastowego podzielenia się najnowszym utworem, co umożliwia obecna technika, nie jest najlepszym doradcą. Można uniknąć bylejakości, niechlujstwa i błędów. Zatrzymać się na chwilę. Pisać w edytorze, który automatycznie sprawdza poprawność. Mamy możliwość natychmiastowego sprawdzenia pisowni i znaczenia niemal każdego słowa czy frazy. Sieć jest cudownym narzędziem dla wszelkiej maści dyslektyków. Ostatecznie można poprosić kogoś zaufanego o korektę. Ja też czasem popełniam błędy. A ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad poprawnością tego, co napisałem. Niektórzy mają bardzo dobry warsztat, do tego wrodzone zdolności poparte wieloletnim szlifowaniem umiejętności. Czują się z pisaniem, jak ryba w wodzie. A niektórzy mają z tym większe lub mniejsze problemy. Gigantom pióra też to się zdarzało, żaden wstyd. Język polski wart jest tego, by o niego zabiegać. Należy mu się szacunek, chociażby przez wzgląd na tych naszych rodaków, którzy w jego obronie poddani byli represjom, a nawet tracili życie. Podobnie, jak czytelnikom. Jednak wiadomo, artysta, to artysta. Ma skomplikowane ego i cienką, delikatną skórę. Łatwo go urazić, zniechęcić. Często on wie najlepiej. Jest przekonany o swojej nieomylności i doskonałości. Ciężko mu przyznać się do błędu. Ma wy-mówki. Wymyśla na poczekaniu teorie, że tak miało być, że to celowy zabieg, eksperyment językowy. I wychodzi, jak wychodzi. Czyli, jak zwykle. Oczywiście nie wszyscy artyści. Jest taka maksyma łacińska, którą rozbieraliśmy warsztatowo jakiś czas temu w naszej grupie literackiej na czynniki pierwsze – rzeczą ludzką jest błądzić, ale diabelską tkwić w błędzie. Niestety często zapominamy o tym drugim członie. Słyszałem, że we Francji są bardzo wysokie grzywny za eksponowanie tekstów w przestrzeni publicznej, np.: szyldów czy reklam, które zawierają zapożyczenia obcojęzyczne lub błędy. Pomimo, że ciągną tam nacje z całego hm… świata. Może właśnie dlatego chronią swój język.

Przypomniała mi się na koniec stara anegdota. Na jednym z polskich uniwersytetów odbywały się ćwiczenia z chemii organicznej. Prowadzący je adiunkt opis eksperymentu kończy słowami – i w tym momencie, proszę szanownych studentów, woda ścieka po ściankach menzurki. A na to pewien żak karnacją skóry zdradzającą, iż jest z Gabonu, albo z Wybrzeża Kości Słoniowej zapytał – jak to jest procie pana, woda ścieka i pies ścieka?
„Chodzi mi o to, aby język giętki…”*
*Beniowski, Juliusz Słowacki
J.Kij
A także wyróżniona zostaje Marianna Góralska za obrazek zimowy z nutką nostalgii, bardzo dobrze napisany.
Zimowe refleksje

Zastanawialiście się kiedyś jakby wyglądało nasze życie, gdyby nie było zimy? Czy my, Polacy, moglibyśmy się bez niej obejść? Bez białych płatków śniegu opadających na ziemię. Bez mrozu, szronu i bez bałwana? Wydaje mi się, że nie… Przecież zima jest taka piękna. Magiczna. Ja odkąd pamiętam mam same miłe wspomnienia związane z tą porą roku. Jako dziecko lubiłam wychodzić z rodzeństwem na sanki, na ślizgawkę. Nierzadko rzucaliśmy się śnieżkami albo lepiliśmy bałwana. To były czasy. Zimę spędzało się na powietrzu, biegając po śniegu i nie zważając na mróz. A dzisiaj? Gdy wychodzę na miasto, czy do parku nigdzie nie widzę bawiących się dzieci. Boiska są puste, nie słychać śmiechu i głośnych zabaw… Szkoda, że tak nam się zmienia świat. I niestety nie na lepsze. Szkoda, że dzisiaj najmłodsi spędzają czas przy tabletach i smartfonach, nie wychodzą na dwór, nie bawią się na śniegu. I powiem szczerze, że jest mi żal tych dzieci… Może jeszcze wrócą te czasy? Kto wie. Ja nie tracę nadziei. Nie ma przecież nic lepszego niż wieczorny spacer po parku, gdy sypie lekki śnieżek, jest cicho i spokojnie, można zebrać myśli, odetchnąć i pozachwycać się ciszą. I otaczającą nas przyrodą. Korzystajmy więc, póki zima trwa. Mamy na to jeszcze trochę czasu. Może więc warto spróbować? Zachęcam! A teraz zakładam buty, kurtkę, czapkę, szalik i rękawiczki i idę na długi spacer…

Autor: Marianna /Felietony M./

W dziale politycznym

Ewa Buraczewska wyróżniona za tekst

Prawo silniejszego

Odkąd człowiek zaczął myśleć, myślał o sobie.
Jako istota najbardziej rozumna ze wszystkich istot na ziemi, do tego mająca rozum i wolną wolę darowane jej przez Boga- stwórcę świata i życia na ziemi- postanowił zawładnąć nie tylko bezrozumnymi zwierzętami ale również i własnym gatunkiem, nota bene ,często słabszym i głupszym od jednostki myślacej.
Mianował się wodzem, przywódcą, właścicielem niewolników, wreszcie wysoko urodzonym szlachcicem posiadającym kilka lub kilkanaście wiosek w zależności od pozycji w społeczeństwie.
I taki oto pan, któremu w głowie było tylko i wyłącznie wygodne, beztroskie życie, postanowił wzorem poprzedników, ściągać daniny, podatki i inne wymyślone przez siebie opłaty.
Utrzymywał się z pracy -często ponad siły-niewolników, komorników, parobków i służących,
Wyżej wymienieni przymierali głodem, a w konsekwencji umierali z przepracowania i niedożywienia.
A panowie?
Cóż, żyli jak chcieli!
Oni również mieli swoje zmartwienia.
Martwli się o zyski z handlu.
I martwią się do dziś, wszak jest to ich główne żródło utrzymania na poziomie do jakiego przywykli
Świat się zmieniał, następował postęp techniczny i cywilizacyjny a wraz z nimi rosły wymagania.
Tylko podatki i daniny pozostały bez zmian,chociaż już nie dla panów i królów ,ale dla fiskusa.

” Czesia ” ( ewa buraczewska )

W kategorii codziennik
Teresa Kopeć 0- wyróżniona w formule otwartej

DUSZA KOTA

Od dzieciństwa byłam kociarą, często ojciec wyciągał spod pierzyny kota za ogon, gdy leżałam za cicho.
– Koty na noc to na podwórko, myszy mają łapać!
Ja lubię ich mięciutkie futerko i kojące mruczenie. Kiedy jestem smutna wtulam twarz w jego ciepłe ciałko. Teraz mam dwa, jeden duży, roczny kocur Barry i półroczna Czarna. Są zupełnie odmienne od tych, które miałam uprzednio, Bary, to gospodarz domu z miękkim sercem, ale nawet mną chciałby rządzić. Ma duże serce, troszczy się o wszystkich. Opiekuje się Czarną od wieku maleńkiej kulki, myje ją, przytula i niepokoi się jeżeli długo jej nie ma. Barry swój charakter ma i na kolankach nie siądzie. Z głaskaniem też trudno. Wzburzyła go obecność Cory, bezdomnego psa którego przyjęłam pod dach. Zaczęło się od warczenia i pokazywania pazura, ale wielkość, duże zęby nie pozwoliły na atak, wprost przeciwnie sam musiał uciekać. Kiedy Cora zabiła i zjadła prawie całą kurę, Barry był smutny, nawet kawałeczka z tej kury nie chciał zjeść, on swoich nie rusza. Cora została pouczona i od tamtej już nie poluje na kury. Barry ma swoje sprawy w zabudowaniach gospodarczych u sąsiada. Do mojego domu żadna najmniejsza mysz nie podejdzie, bo jej nie wolno , zadecydował o tym Barry. Czarna jest natomiast niereformowalna i ma słabą głowę do nauki, więc w nocy nie śpi w mieszkaniu, a jedynie w łazience. Podpadła też sąsiadowi, bo płoszy mu gołębie.
Ostatnio coś się zaczyna dziać, Barry często przychodzi po nocnych przechadzkach z raną w uchu, na nosie lub koło pyszczka. Wygląda na to, że wdaje się w bójki, bo ma ślady kocich pazurów. Nie martwię się, jest silny i mądry, a tak bardzo chciałby zdobyć serce jakiejś ślicznotki z okoliczny. Śpiewa piękne serenady, ale one nieczułe, lub nie znają się na muzyce.
Czasem zupełnie serio myślę, że koty mają duszę i rozum, lepszy od niejednego człowieka, bo nie paplają głupot.

17 lutego 2018, Teresa Kopeć

W dziale kulturalnym recenzję Mirka Kurowskiego

NA MLECZNEJ DRODZE(recenzja filmu)

Emir Kus­tu­rica nakręcił ten film po dziesięciu la­tach od swo­jego pop­rzed­niego dzieła i powrócił w wiel­kim sty­lu, tworząc dzieło, które nie da się w żaden sposób skla­syfi­kować, bo jest to ko­media, dra­mat, film fan­ta­zy i mo­men­ta­mi film mu­zyczny, a cza­sami ja­kaś gro­tes­ka, by na końcu stać się fil­mem ak­cji. Niem­niej całość ma wydźwięk dra­matyczny bar­dzo, choć z ki­na wychodzi się bar­dzo bar­dzo wzruszo­nym.

Ak­cja fil­mu jest tak skon­struowa­na, że widz ma być zas­koczo­ny, zszo­kowa­ny, uśmie­chnięty, zas­mu­cony i wzruszo­ny, i co chwilę te emoc­je się w nim zmieniają pod­czas ogląda­nia, ale do­minu­je w nim miłość i ra­dość życia, która jest w człowieku jed­nak po­nad je­go zło. Z tym, że Emir Kus­tu­rica po­kazu­je, że połud­niow­cy mają w so­bie pokłady niesa­mowi­tej chęci do życia w ra­dości, ale bar­dzo łat­wo ich emoc­jo­nal­ność można prze­kiero­wać na drogę bes­tial­stwa.

Treść fil­mu to życie zwykłych ludzi w cza­sie toczącej się woj­ny. Obok fron­tu i pod świs­tający­mi ku­lami i po­cis­ka­mi ludzie kochają się, pro­wadzą swo­je biz­ne­sy, pasą bydło i ow­ce, chodzą do świątyń. Ale wszys­tko pod­szy­te jest niesa­mowi­tymi emoc­ja­mi, które w każdej chwi­li mogą za­kończyć się bi­jatyką bądź roz­le­wem krwi.

Dużą rolę w fil­mie od­gry­wa przy­roda, która zos­tała ge­nial­nie sfil­mo­wana przez ope­rato­ra, a więc ma­my zna­komi­te zdjęcia lo­tu so­kołów, niesa­mowi­te pa­nora­my górskie i wo­dos­pa­dy oraz re­wela­cyj­ne zdjęcia pod­wodne, bo część ak­cji fil­mu toczy się właśnie pod wodą, no i są ka­pital­ne ujęcia sza­lejącej burzy z pioru­nami. W fil­mie grają so­koły, węże, mo­tyle, bied­ronki, ku­ry i gęsi, które poz­na­jemy w naj­dzi­waczniej­szych ro­lach, a które to zwie­rza­ki tworzą przew­spa­niały kli­mat te­go fil­mu.

Do cud­nych zdjęć dochodzi wspa­niała bałkańska mu­zyka, która cały czas ilus­tru­je ak­cje fil­mu. To jest właśnie za­letą filmów Kus­tu­ricy, że mu­zyka od­gry­wa w nich bar­dzo is­totną rolę, a tym sa­mym wi­dowis­ko jest pełne. Tak, bo film Kus­tu­ricy to niesa­mowi­te wi­dowis­ko ofiaro­wane widzo­wi, coś bar­dzo spek­ta­kular­ne­go – og­romne fa­jer­werki na cześć życia i miłości oraz piękna ziemi i przy­rody, która otacza człowieka.

Oczy­wiście jest też w fil­mie po­kaza­na nies­tałość człowieka, je­go pod­stępność, uległość żądzom i pieniądzo­wi, które pro­wadzą go na ma­now­ce straszli­wego ok­ru­cieństwa na które niem słów w ja­kichkol­wiek słow­ni­kach. Gdzieś jed­nak ludzie mi­mo wszys­tko pot­ra­fią się wyr­wać z tych mat­ni i człowiek pow­ra­ca do miłości , do współpra­cy , czy choćby żyje po to żeby prze­kazać pa­mięć, z której trze­ba wy­ciągnąć mądre wnios­ki.

Do te­matu woj­ny z początku lat dziewięćdziesiątych reżyser pow­ra­ca po raz ko­lej­ny i po raz ko­lej­ny uda­nie, choć przed­sta­wia ją ja­ko sza­leństwo. Nie próbu­je mo­rali­zować czy oce­niać. Po pros­tu mówi, że żyć trze­ba da­lej. Od­po­wie­dzią na zło jest miłość i wy­nikające z niej dob­ro, od­po­wie­dzią jest piękno przy­rody,w której można się wy­ciszyć i poukładać myśli w spo­koj­ne rozsądne postępo­wanie. Gorąco po­lecam ten film i ścieżkę mu­zyczną do niego.

Mirosław Kurowski 16.02.2018r.

TEKSTEM DNIA ZOSTAJE…
Imponuje mi nienowoczesność
*
unikaty
nie było – bardziej wierzących, choć
ich paciorki znaczone stygmatami
nie było – godniej wymawiających dekalog;
powszedniego daj nam…
miłuj bliźniego…
nie zabijaj…
nie było – takiej bieli po spopieleniu,
ani Aniołów numerowanych…
(wiersz Malwiny Leny)
*
Od miliardów lat wiernie staruszka nam świeci, radosnym promieniem, ciepłem muska. Pozostałe gwiazdy nadal na tym samym firmamencie i za Kantem “…gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie …” tyle starcza
…mało nowocześnie – ktoś by powiedział –
Trzeba iść do przodu, kreatywnie.
Zmian! zmian! zmian! Żądamy… Oczekujemy…Zrobimy…
A rozwalić to wszystko… Napromieniować…
Stworzyć lepszy świat!!!!…Nadludzi!!!
Chcemy władzy i mamony!!! Nieważne, że nieswojej. Zabić! Ograbić! Spopielić! Chcemy być Panami świata! Muszą stanąć w kolejce, bo w Europie już mamy takich, którzy o ten tytuł dopominają się. Był taki jeden, ogłosił się Nim, ale ówczesna władza się go pozbyła. Jego symbolem był znak krzyża. Chociaż On nikogo nie krzywdził. Przeciwnie. Głosił dobro. Ale świat idzie do przodu…narodził się inny…podkradł formę znaku…i powykręcał ramiona krzyża…nazwał go swastyką. To było dawno, lecz zło jakie pozostawił nie ma równych do dziś. Szczególnie Polacy czują jego oddech na plecach. Nie dowierzam, że on do dziś ma swoich wyznawców. Jestem z krwi i kości ślązaczką. Na wieść o świętowaniu z tortem ze swastyką na naszej śląskiej ziemi, na moim umiłowanym kawału świata, kolana same się ugięły. Na wieść hańby dla stanu górniczego – boli. Ludzi poczciwych, prostych, pracowitych ceniących życie, bo każdorazowo zjeżdżając na dół znakiem właściwego krzyża proszą o szczęśliwy powrót do rodzin, które pamiętają o mordach, obozach, strzałach w tył głowy dzieciom. Jak bardzo trzeba być znudzonym lub skrzywionym mentalnie, by czcić COŚ takiego. Przecież byli dziećmi. Ich matki przekazywały miłość do ludzi. Uczyły modlitwy, kupowały zabawki. Uczyły dzielenia się wszystkim, szacunku do ludzi i życia. To są potomkowie drugiego pokolenia powojennego! Ich święta to choinka strojona w bombki malowane ciepłem. Z motywami świec, bałwanków itp. Co oni swoim dzieciom chcą przekazać. Jakimi bombkami chcą stroić choinki?
Tak bardzo się cieszę, że nie jestem nowoczesna. Kocham zapach atramentu. Zawsze było mi obojętne w co kto wierzy, jak i z kim bawi się, czci. Byleby to szanowało i nie wadziło innym. A TO osiada na wątrobie moralności i powiem: Nie! – na przekór reklamie lekarstwa na lekkość wątroby – Ale tego nigdy nie zaakceptuję!
– Nowocześni ? – Dumni ? – brak słów na odpowiedni komentarz. Taki tort jest nasączony gorzkimi łzami i pachnie krwią. Krwi na rękach niczym się nie zmyje. Nie wywabi. Ironicznie właśnie nowoczesność zgubi. Każdy ślad, nawet najstarszy jest do odtworzenia. Jak w symbolicznym stwierdzeniu, nie ma zbrodni doskonałej. Nie ma zbrodni zapomnianej. Ofiary są nadal opłakiwane. Ofiary były kochane przez bliskich. Opłakujący nie pozwolą na zapomnienie.
Jeśli duma tak wygląda to cieszę się, że świat jest zbyt wielki … znikną w tłumie.
(lena)
———————————————————————————–
Malwina Lena Maria Katowice dn. 17.02.2018.
Autorka ZŁOTY ZĄB Dziennikarski hehe grafiki nie odważyłem się wyprodukować.

W kategorii reportaż własny za wszystkie opublikowane teksty Złoty Nerw Dziennikarski otrzymuje Jurek Kij

Powtórka z rozrywki – zima stulecia 1978/79

Pociąg relacji Bełżec – Kędzierzyn-Koźle po wjechaniu na 3 tor uległ ruchowej stagnacji. Przyśpieszony opóźniony pociąg z Przeworska do Krakowa zwiększył opóźnienie o 395 minut.

Czy Bóg ma zdziwione oczy?
Żywych wołam, umarłych opłakuję, kruszę pioruny – napis na dzwonie kościoła farnego w Końskowoli.
Szlachetne szpargały
Secondhand miłości, poezji, muzyki, malarstwa, literatury. Nieliczni mają z pierwszej ręki.

Jerzy Kij

 

0 Komentarze