Proza

Archiwum

Biorą z mojej półki

Tekst wyróżniony

Biorą z mojej półki
 
Zadzwonił telefon. Spojrzałam na ekran:
– PZU samochód – brzmiało w zapisie kontaktów.
– Witam Panią. Z tej strony Maria Kowalska PZU. Dzwonię, ponieważ niedługo kończy się polisa ubezpieczeniowa na Pani samochód. Chciałabym uzgodnić termin spotkania i podam numer stanowiska, by mogła Pani ominąć kolejkę. Przed wejściem jest ochrona proszę powiedzieć, że jest Pani ze mną umówiona.
– Bardzo dziękuję. Istotnie polisa wygasa za tydzień.. Wybierałam się do was – powiedziałam.
Następnego dnia podchodzę pod siedzibę PZU. Niedowierzałam. Dwie kolejki. Przypominające czasy komuny. Raz po raz otwierały się drzwi, a w nich ochrona:
– Kto do kasy! Proszę!!!
Druga kolejka, ani drgnęła. To ta do stanowisk. Myślę, jak tutaj podejść, skoro tak wiele starszych osób, po siedemdziesiątce, po osiemdziesiątce. Ledwo stali. Upał, ani ławki, ani jednego krzesła wystawionego na zewnątrz. Nie mogłam zrezygnować, ponieważ za 3 dni wyjeżdżałam z Polski. Po godzinie nieśmiało podchodzę
do tych do kasy. Mówię ochronie, szeptem, a jakże, że jestem umówiona z Panią ze stanowiska 7. Uśmiech Pana i wchodzę.
– Proszę ręce zdezynfekować – słyszę. I czynię to.
Po kilku stopniach znów słyszę:
– Proszę ręce zdezynfekować – Woła tym razem Pani. Uczyniłam. Zdenerwowanie minęło za sprawą chłodu z klimatyzacji i spełnienia marzenia od półtorej godziny.
Krzesło!!! Idę wytwornym holem, same krzesła! Sofy!
Puste, niewiarygodne. A na zewnątrz ludzie cierpią. I w maskach na twarzy.
Zaczynam rozmowę. Podaję Polisę, dowód, maile, numery telefonu i czekam. Delektując się na krzesełku. W między czasie Pani komplementuje moją sukienkę i proponuje polisę na życie.
– Jestem wprawdzie ubezpieczona – pomyślałam, więc może zamienię na coś lepszego.
– Co Pani proponuje, jaka składka, i czy męża równolegle też mogę podpiąć do takiego ubezpieczenia.
Dostałam propozycję 3 wariantów. Środkowy wydał mi się
intratny.
– Proszę to wysłać na mojego maila. Będę w kontakcie-
– A czy mieszkanie też Pani ma ubezpieczone?
– Tak, też u Was.-
– Rzeczywiście – pociągnęła Pani zza biurka. – tej polisy nie spisywała Pani ze mną.. Dobrze byłoby mieć jednego opiekuna do wszystkiego. Życie, dom, samochód. Proszę tutaj moja wizytówka – podała mi ładne etui z namiarami i reklamą firmy – Pożegnałam się i wyszłam.
Wieczorem sprawdzam pocztę. Tam szczegółowe warunki polisy. Dzwonię do męża:
– Kochanie, możesz mnie za 6 miesięcy otruć, podniosłam polisę, ba podrzuciłam nią w porównaniu ze starą jaką mieliśmy. Jutro tylko podpisy i gotowe.
– Z takim zamiarem chodzę od dawna, ale by mi się nie opłacało – Zaśmiał się. – No, to się pilnuj –
Następnego dnia dostaję informację na maila, bym wypełniła druki dodatkowe. A tam: przebieg chorób, dziedziczenie nowotworów, kopia kartoteki zdrowotnej, wypisy ze szpitali, gdzie było leczenie itp. I lekka podpowiedz życzliwej Pani. Może jest jakaś Poradnia tylko z banałami, jak grypa…No, cóż pomyślałam, w dobie komputerów?
Zrezygnowałam. Na razie mężowi nie powiem. Niech pomarzy…I tak rozmyślania przerwał telefon:
– Witam Panią. Michał Nowak. Pani opiekun bankowy. Mam dla Pani nową kartę. Przy okazji zaproponuję ubezpieczenia na dom, samochód. Bardzo korzystne propozycje, dla osób posiadających u nas konta. Zapraszam.-
Poszłam, wzięłam z grzeczności propozycje, do przemyślenia. Wychodząc z Banku zadzwonił telefon:
– Witam Panią. Jestem Agata. Chodziłam z Pani synem do szkoły. Teraz pracuję w firmie ubezpieczeniowej. My ubezpieczamy prawników, lekarzy, nauczycieli…-
– Czyli elitę – przerwałam jej. Jaka składka? – zapytałam
– Najpierw proszę podać rocznik, to Pani zobrazuję naprędce…
Podałam. Niestety. Kurka, po co!!!
– Oooo … słyszę jęknięcie…przykro mi, ale mamy granice wiekowe dla nowych. A Pani tak świetnie wygląda. Nic się Pani nie zmienia.
– Czyli jestem za stara. No, tak z mojej półki biorą. Tam bez warunków – Spuentowałam.
Wracając do domu rozmyślałam. Po co mi to. Jeśli odejdę, to pamięć nie potrzebuje kasy, schedy. Wykręciłam do męża:
– Kochanie, zrezygnowałam. Nie zacieraj rączek. Kup whisky jutro przylecę.
– Jaką i za ile?- zaśmiał się – Rozumiem. Za wysokość składki ubezpieczeniowej.
 
 

Lena Maria T.
 
 
 
 
 
 
————————————————————————-

0 Komentarze