Proza

Archiwum

całkiem pospolite zjawisko kulturowe

 

* Był sobie samochodzik. Przemierzał kraj wzdłuż i wszerz. Zatrzymywał się na poboczach polnych dróg. Delektował pięknem. Bawił z motylami, liczył kropki biedronkom. Śmigał z wiatrem. Figlarnie unosił spódnice dziewczynom. Muskał namiętnie usta. Rozplatał warkocze. Unosił twarz w kierunku słońca, delektując się dotykiem jego ciepłych ramion. Trafiał nad brzeg morza. Zbierał muszelki. Bryzą zraszał. Podziwiał jeziora. Wiosną witał bociany, a jesienią żegnał klucze żurawi. Zaś zimą brnął przez śnieżne zaspy Zauważał smutek na twarzach mijających go ludzi. Podnosił upadłego na bruku Przystawał z zadumą przy mogiłach, walczących za kraj. A nocami z zapalonymi reflektorami flirtował z gwiazdami. Rozdawał pocałunki marzycielom. Robiąc sobie z księżyca wroga. Mgły też się nie obawiał. Żył z nią za pan brat. Kiedy padał deszcz otwierał drzwi i z kroplami wirował. Współczuł rozpaczającym. Łapał ich łzy. I obdarowywał perłami. Każdego dnia pasażerów przybywało. Drzwi zawsze chętnie otwierały się. Miejsca starczało dla wszystkich. Raz pędził, jak to samochód, ile fabryka dała…innym razem zwalniał

Jego bak był pełen wersów. Kiedy dostarczano mu dobre paliwo, jechał płynnie, jak spełnione marzenie po tafli lustra. Czasem źle zatankował skutkiem czego mieszanka dławiła. Więc rozkosznie podrygiwał. Podławił się i przystawał. Ale, silnik wyczyścił i dalej… Postoje te owocowały wysypem, dorodnym wysypem owoców weny. Najbardziej doskwierała jakość opon. Ich zużycie skutkowało częstym bieżnikowaniem. Wulkanizator miał co robić.

Pewnego dnia trafiła się nowa opona …nówka nieśmigana. Kierowcę zauroczył blask jej felgi. Dobra marka, bo napis czytelny. A tak świeciła, że zmuszała powieki do przykurczu. Postanowił zmienić sprawdzoną oponę na nową. Rozłożył dywanik i osobiście poprowadził jak partner do tańca w kierunku samochodziku. Z salwami petard, na wiwat. Założył oponę i delektuje się zdobyczą. Łokciami przeciera felgę, by nie utraciła poświaty. *galaNowa zapowiada jazdę z naciskiem do dechy. (tak choćby pozostałe opony spełniały inną rolę.) Żąda od kierowcy, by ta na której miejsce wskakuje była z dala, mówiąc; …z obawy kwasów.

Służąca dotychczasowa opona trafiła do bagażnika. Lekceważąco rzucona, jak na złomowisko. Uderzając, oderwano jej wentyl. Powietrze uszło… A samochód jedzie dalej, drogi nadal te same; zachwycają pięknem, powietrze nasączone myślami marzycieli i zapachem najpiękniejszym; jaki bucha z ziemi po wydanych plonach. A opona błaga o deszcz, by zmył wspomnienia z tak wielu podróży.

Szerokiej drogi!… zawołałoby się do kierowcy, obyś nie musiał w najmniej oczekiwanym momencie, (z miejsca zapomnianego przez ludzi), mieć potrzeby zapasowej opony…

 

 

 

Lena Maria T.

0 Komentarze

Odpowiedz

five × 3 =