Proza

Archiwum

Gromniczna świeca… Jej wizyty u Ciebie

 

magner1a

Gromniczna świeca… Jej wizyty u Ciebie

– Tak wysoko podniosłeś mi poprzeczkę – powiedziała – Echo jej słów poniosło po sklepienie świątyni w stylu gotyckim. Uwielbiała tam zachodzić. Tam się wyciszała.   *

– Wiesz, że przeskoczę, ale czy chcę. Czy tym razem chcę? Już jestem zmęczona. Bardzo zmęczona tym nieustannym stawianiem czoła próbą. Udowadnianiem, że jestem człowiekiem. Z drugiej strony powinnam docenić, bo musisz mnie wyżej niż przeciętność plasowć.

Dzisiaj kolejną świecę  zapaliłam. Czy Ty wiesz, która to z kolei? – Bo ja już się pogubiłam. Tak wiele ich już było. W końcu zapalałam je jak nakazuje w sytuacjach ciężkich. Prosząc… Ciebie to trzeba błagać, na kolanach. Ortopeda rozkłada z bezradności ręce. Ale ja otrzymuję to –  o co proszę. O siły!!!! Uwielbiam Cię za to. Jest tak jak mi przekazywano od dziecka. Tak! – jesteś wielki! Odkąd pamiętam, kiedykolwiek było mi ciężko zachodziłam do Ciebie jak z wizytą do przyjaciela i prowadziłam monologi. Wiadomo… Ty to się nie odezwiesz. Choć nie uważam, żeby milczenie było właściwym. Na pewno wygodnym.

Wiesz, patrzę na stojący przy moim lewym boku konfesjonał. Jest piękny. Rzeźbione wieżyczki w kolorze starego złota, zieleni, przełamane subtelnie odrobiną purpury. Zasłonka elegancka w fiolecie. Drzwiczki ma otwarte. Nigdy nie widziałam ich otwartych. Jakby mnie zapraszały, by z boku przyklęknąć. Wiesz, że nie mogę. Jakiś Twój zakłamany sługa stworzył zapis i nie mam prawa. Ale wiem, że Ty mi pozwalasz na to, bo to Tobie otwieram się szczerze jak tylko potrafi człowiek. Tak sobie patrzę na tę świecę i wszystko wskazuje na to, że to moja ostatnia. Celowo kupiłam grubszą, by przynajmniej wzrokowo oszukać…

W końcu z mojej półki już zbierasz pod Piotrowe drzwi. No, na mnie czas, bo ciemno się zrobiło. Do domu…

Choć tam i tak nikt na mnie nie czeka. Do następnego Mój Panie.   

 

 

   Lena Maria T.    

 

0 Komentarze

Odpowiedz

1 × 2 =