Proza

Archiwum

Kici, kici…miał /cz. 10

& Kici, kici…miał

z cyklu okiem Stańczyka                                                         

 

Część 10

 

 

– Mamo – krzyknęła z kuchni Lawinia – czy mogę usmażyć te świeże ryby z lodówki? – zapytała.

– Tak kochanie, oporządź je. Tata dzisiaj złowił.

– Ojej, uwielbiam te ryby – powiedziała Amalia

Tak mi u was dobrze, jak w rodzinie. Cenie tę przyjaźń Lauro. Znamy się od dwudziestu lat.

– A może i dłużej , tak wiele pomocy od ciebie dostałam Amalio, kiedy Cezary chorował. Dziękuję ci. Nie zapomnę ci tego nigdy.

– Jak to dobrze, że nie wyraziłam zgody by przyjąć ten przydział mieszkania dla nauczycieli w Domu Nauczyciela. Bo nie poznałabym was. Markus nie chciał tam mieszkać.

– Tak, ale wiele straciliście. Mieszkanko prawie za darmo.

– Ale on wolał przestrzeń. Chciał mieć tylko swój ogród, a nie dzielić z kimkolwiek. A fakt, że za ścianą sąsiad … napawa mnie brakiem prywatności…mawiał. Ale i tak korzystałam z dodatku wiejskiego.

– To już pięć lat jak odszedł. Prawda?

– Tak, pięć. Ciężko. Tym bardziej, że Lukrecja po wyjściu za mąż wyjechała z tym … już nie będę wspominać, bo nie zasnę.

– Taka piękna i mądra dziewczyna. Też tak jaki i ty kochała dzieci.

– Tak, dlatego też została nauczycielem. Zawsze mówiła; to najpiękniejszy zawód. Do dziś pamiętam jak przygotowywaliśmy jej pokój. Dostała wtedy dwumiesięczną zasadniczą pensję na tak zwane zagospodarowanie się. Pamiętasz mówiłam ci, to taki dodatek jaki dostają nauczyciele, na start. By mieć w domu gdzie sprawdzać prace dzieci, no i same  przygotowywać się do lekcji.

– Tak pamiętam, Cezary pomagał wówczas wnosić biurko Markusowi i komentował, bo nasz Alex jako architekt też w domu nocami kończył projekty tej nowej osady, ale dodatku na stół nie dostał.

Nagle dojrzały przy futrynie Cezarego.

– I co po zabawie? – zapytała Laura.

– Tak, jak zwykle odpłynąłem. Amalio słyszałem waszą rozmowę. I co teraz u Lukrecji?

– Są w trakcie rozwodu. Jest kłębkiem nerwów. Całkowicie oddała się pracy.

– Zawrócił jej w głowie ten przybysz i co…stało się. Zawsze mówiłam: co rude to fałszywe. Ale jest piękna jeszcze odżyje i potwierdzi, że to była pomyłka – powiedziała Laura.

– W niedziele przyjedzie. Jak nie będziecie mieć nic przeciwko to podejdziemy się przywitać –

– Oczywiście, że nie. Zapraszamy – powiedział Cezary. Oj, ale co to za zapachy dobiegają z kuchni.

– Córcia ślinka leci – zawołał do Lawinii.

– Tatuś kończę, zaraz kolacja.

Laura zwróciła się do Amalii – choć pomożemy przy nakryciu. No i chłopaków trzeba zagonić do łazienki.

W tym czasie Cezary wszedł do kuchni i zapytał:

– a co do ryby?

– Tatuś może frytki?. Włącz szybko frytkownicę i nagrzej olej. Dzieciaki będą firmamentno wzięte. No i rzeżucha. Już przygotowałam. Oj, zapomniałabym, mam prośbę, czy zabierzesz mojego najstarszego jutro na ryby? – proszę – przytuliła się do ojca.

– Kochana nie musisz prosić, tak już czas na naukę.

– Tylko nie zdradź, że sama poprosiłam. To ma wyjść od ciebie dziadku. Uśmiechnęła się z miłością do ojca. Rozumieli się bez słów. Oddał tym samym spojrzeniem.

 

cdn.                                                                                           

Lena Maria T.

 

 

0 Komentarze

Odpowiedz

fourteen − one =