Proza

Archiwum

Kici, kici…miał /cz. 11

Kici, kici … miał

z cyklu okiem Stańczyka

Część 11.                                                                                                      

 

– Kolacja! – zawołała Lawinia. Dzieciaki wbiegły do salonu. Nagle zadzwonił telefon Amalii. Przeprosiła, by odebrać. Po chwili wracając poinformowała, że dzwoniła córka.

– Za poł godziny będzie, zabrała się ze znajomymi. Jechali w tym kierunku. Wobec tego muszę was przeprosić. Muszę wracać do domu.

– Zaraz – powiedziała Laura – Kolację zabierzesz ze sobą – Lawinia! – proszę zajmij się tym

– Ok, już robię.

– Bardzo wam dziękuję za piękne popołudnie i w zasadzie wieczór – powiedziała stojąc przy garderobie.

– Cześć dzieciaki! Kolorowych snów – krzyknęła do maluchów.

– Pa, pa…odpowiedzieli chórem. W tym samym momencie Lawinia podbiegła z paczuszką.

– Mam nadzieję, że będzie smakowało. Na zdrowie i dobrej nocy.

– Odprowadzę cię kawałek, byś bezpiecznie weszła do domu – rzekł Cezary

– Pozdrowienia dla córki i jutro czekamy – żegnając się powiedziała Laura.

– Niesamowita postać – powiedziała Lawinia – kiedy zamknęły się drzwi za Amalią. Tak bardzo mi imponuje. Piękna kobieta i z klasą. Pełna ciepła.

– Tak, to prawda. A z Markusem byli jak para z okładki. Tak dopasowani. Ze wspólnymi pasjami.

Tak cierpiała po jego odejściu. Łzy widziałam u niej tylko na cmentarzu. Lukrecja to cała mama.

Weszły do salonu, a dzieciaki już uwinęły się z rybką. W tym samym momencie wrócił Cezary.

– No, to siadamy żono, bo zgłodniałem.  Chłopaki do łazienki, a my zjemy spokojnie.

Eh, życie – powiedział kładąc rybę na talerz. Trochę pozwierzała się odnośnie córki. Ten bydlak pozbawił jej dorobku 8 lat wspólnego życia. Odebrał radość. Wiecie, że nie pozwolił jej grać na fortepianie?

– Ojej, ona tym żyła. A jak pięknie grała. Pamiętacie. Taka utalentowana dziewczyna. A z czego ona żyła? Bo z jednej pensji, a on ją ograniczał. I nie płacił za dom. – powiedziała Laura

– Dorabiała. Z korepetycji. Gdyby nie to, to wróciłaby do Amalii. Ale walczyła, by nie zostać z niczym. Ambitna. Nie chciała by widziała jej upokorzenia.

– Słyszałam, że znęcał się nad nią także fizycznie.

– Tak, to prawda – Sama Amalia mi o tym mówiła. Ten bydlak kandyduje na ciepły stołek by być zarządcą tej dużej spiżarni.

– Tylko szkoda, że Lukrecja nie zgłaszała obdukcji – powiedział Cezary – bo on ma nową partnerkę i taki to powtórzy.

I tacy mają nam być wzorcem? Kiedyś takie sprawy były dyskretniejsze, niewiele tego było, a teraz nagminne. Eh, co za czasy !

 

 

Lena Maria T.

 

 

0 Komentarze

Odpowiedz

6 + 18 =