Proza

Archiwum

Kici, kici…miał /cz. 1

& Kici, kici…miał  

 z cyklu okiem Stańczyka  

Część 1                 

 

 

Kot Cezary nerwowo zapalał  fajkę. Usiadł na bujanym fotelu  przy komiku i pierwszym zaciągnięciem się podelektował. Próbował się uspokoić. Przez uchylone drzwi zaglądnął wnuk Filip. Dobrze znał dziadka. Cichutko podszedł i położył głowę na jego kolanach.

– Jesteś zdenerwowany. Co cię tak wyprowadziło z równowagi? – zapytał z troską.

Uniósł głowę i spojrzał na stoliczek. Dostrzegł stertę gazet.

– Znów coś wyprowadziło cię z równowagi po przeczytaniu dziadku? – powtórzył.

– Eh, wszystko staje na głowie. Kiedy byłem młody z babcią zakładaliśmy rodzinę. Odpowiedzialnie. Babcia zajmowała się potomstwem, a ja dostarczałem pokarm. Spiżarnia była pełna myszy. Sam na to zapracowałem. W końcu to nasza natura. Teraz nasz przywódca stada serwuje suchą karmę dla tych co posiadają potomstwo. Nie można dawać innym zabierając!

Ja z każdego łowu będę mieć zabierane jeszcze więcej na rzecz innych. Należy więcej wynagradzać! Ale tym, którzy pracują! Którzy chcą pracować! A tak pokolenie nowe przyzwyczaja się do brania. Roszczeniowości…będą żyć w świadomości, że to nam się należy….oni nie będą chcieć pracować, bo po co i tak dostaną…i będą żyć na lepszym poziomie niż pracujący…w najlepszym przypadku co drugi….co za czasy….Zdrowa kość, zdrowe stawy, zdrowy wzrok!!!!! A myszy wokół pełno!!!!

Tylko trzeba je złapać…a same do spiżarni nie wskoczą….Jeden ma nocami nie sypiać, a inny dostanie delicje w nagrodę za wygodne spanie! A i babcia to niewiele radości ze mnie nocami miała, bo pracowałem. Inne sobie pofolgują do rana w objęciach partnera popieszczą i bez zmartwień…Spiżarnia pełna! Wyżywienie rodziny to jeden z ważniejszych trudów rodzica. Eh, co z czasy… co za czasy… –  zrobił przerwę, jakby chciał odetchnąć po maratonie myśli.

cdn.

                                                                                                               Lena Maria T.

 

 

0 Komentarze

Odpowiedz

14 − twelve =