Proza

Archiwum

Kolejna nagroda-esej w KS-Bardzo dziękuję.

&

Założyciel grupy poetyckiej Kształty Słów-Tomasz Jeka

przedniej marki to proza w gatunku stricte dziennikarskim, znakomicie podzielona, reguły eseju jego język wzorcowo zastosowano, lekkim pozornie stylem – czyli rasowy esej za to właśnie otrzymujesz Lenko

Wyróżnienie dla autora tekstu do wydania Przeglądu Kształtów Słów

.

Śpiew duszy

https://youtu.be/xgE-w3zdH0A

Muzyka. Klucz wiolinowy, kilka lub kilkadziesiąt nut, znaków…osiemdziesiąt osiem klawiszy czarno – białych, kilka strun lub kilkadziesiąt jak u harfy, ustnik trąbki, pałeczka perkusisty itd.. I można odfrunąć. Niczym jaskółki. Oderwać stopy od kaleczącego bruku, dotknąć duszy. Pieszczotliwie wymościć na obłoku i delektować się.
Człowiek dostał niesamowity dar. Dar tworzenia czegoś ponad podstawy / wyżywienie się, ubranie – kwestia egzystencji/ Nazywamy to iskrą bożą. Piszemy, śpiewamy, tańczymy, gramy, komponujemy, rzeźbimy, malujemy itp. Czyli: talent. “A właściwie coś więcej, coś, co ożywia, inspiruje i swojego posiadacza, i otoczenie. Iskra to metafora inicjacji działania, z iskry powstaje płomień. Ogień jest boskim pierwiastkiem, mimo kradzieży Prometeusza, zatem też czymś tajemniczego pochodzenia, niewytłumaczalnym. Z bożą iskrą trzeba się zgodzić, jeśli ktoś ją ma, osiągnie wiele. I, za tym, radość, też iskrę bogów” – (Jerzy Bralczyk)Każdy z nas ma inny gust. Lecz dla mnie nie ma większego mistrza w świecie muzyki od Chopina.
Fryderyk Chopin człowiek o niesamowitym talencie. Miłość do muzyki odziedziczył po rodzicach. Już jako 6 latek został okrzykniętym genialnym dzieckiem…. gdzie przerósł mistrza, czyli swojego nauczyciela. W wieku 7 lat skomponował dwa Polonezy. Jeden z nich opublikowano. Jego życiorys wszyscy znamy. W wieku 20 lat Fryderyk Chopin opuścił Polskę, do której nigdy już nie powrócił, choć nie rozstawał się z myślą o ukochanej ojczyźnie. Zamieszkał w Paryżu, gdzie zdobył sławę jako wirtuoz. Grał też często poza granicami Francji.
Został pochowany w Paryżu. Lecz jego serce spoczęło w Warszawie. Zgodnie z jego wolą.
“Utrzymywał znajomości z najwybitniejszymi osobistościami epoki, takimi jak kompozytorzy: Hector Berlioz, Franciszek Liszt, pisarz Honoré de Balzac i malarz Eugène Delacroix. Przyjaźnił się również z elitą polskiej emigracji: Adamem Mickiewiczem, Julianem Ursynem Niemcewiczem i Cyprianem Norwidem” (wiki)
Miłość, do ojczyzny (w kajdanach moskali) przemycał w wielu kompozycjach.
Czerpał wzorce wprost z polskiej muzyki ludowej. Czego owocem były Polonezy i Mazurki.
Prywatne nie był szczęśliwy. Być może to było kluczem do jego sukcesu poza ewidentnym talentem. Kochał ale nie było mu dane być z właściwą wybranką. Stąd niesamowite Nokturny. Tęsknił za krajem, rodziną stąd Polonezy, Mazurki. Chorował i cierpiał ciałem, znał głód…stąd frazy wręcz błagalne w dźwiękach. Marsz żałobny!!! Unosił ponad stan ducha. Ducha znanego każdemu człowiekowi. Generalnie stał sie nieśmiertelnym.
Czego dowodem są coroczne koncerty w Łazienkach Warszawskich, / i nie tylko / Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Gdzie zaistnieli też Polacy: Stanisław Szpinalski(1927)Halina Czerny-Stefańska(1949), Krystian Zimerman(1975), Rafał Blechacz(2005) i wielu innych. Już nie wspomnę jaką rolę odegrały jego utwory w Polskim Radio w okresie wojennym, powojennym / np. Władysław Szpilman /
Potrafił stworzyć tak zapis, by wielu odbierało na tej samej fali wrażliwości.
Tak! Stał się nieśmiertelnym. A ja …
Kiedy odsłuchuję Chopina jestem szczęśliwa. Mimo wszystko…
Czy wówczas marzę? Nie. Jestem w środku marzenia. Scalona w jedność. Zastygam ze wzruszenia. Czuję ramiona obejmujące mnie. Unoszące. Wyzwala się we mnie to coś drzemiącego…coś co sprawia, że płuca haustami czerpią tlen, a puls skacze dorównując tępa odbieranym dźwiękom. Wszechobecna potrzeba miłości. Miłości w całym kontekście. Drżenia ciała. Tak, wówczas czuję się kobietą. Może się mylę, ale dla mnie subtelność kobieca to największy atut. Niesamowitym jest fakt, że to sprawiają nuty. Niby zwykłe dźwięki. A kiedy łza uleje się myślę o Chopin’ ie. Jak wielki dar dostał, że dociera do wnętrza innych. Że dociera tak głęboko. Kiedy byłam młoda marzyłam o takim mężczyźnie. Nie mówię o ciele, bo nie w moim typie, ale o delikatności. Najdalej odpływam przy nokturnach. A wyobraźnia bez granic. Dźwięki opadają na ramiona i wirują ze mną. Przenoszą jak Alicję w krainę nie wszystkim daną zobaczyć. Odwiedzam ją dziennie, dlatego tak kocham życie. Mimo wszystko…Życie; w mojej krainie marzeń. Dzięki temu przeistaczam się w ptaka, w obłok, bujam na rąbku księżyca, dłonią zbieram brokat gwiazd, ścigam z wiatrem po grzbietach łanów zbóż. Toczę łzę nieszczęścia w kondukcie żałobnym. I ulewam łzy namiętności. Dotyku ust, torsu, zawieszonych pocałunków na włosach…Czuję krople deszczu, wsłuchuję się w jego szept i patrzę jak znika w kałuży.
Kiedy odsłuchuję Chopina jestem szczęśliwa. Mimo wszystko…A kiedy z ostatnią nutą zamykają się drzwi mówię;
Fryderyku kocham cię…
Zawdzięczam mu życie. Koił niczym modlitwa. Towarzyszył w kondukcie żałobnym i z nim moja dusza prowadziła dialogi. Dlatego wiem, że nie jest banalna. I wiem, że nie jestem jedyna w uwielbieniu jego nut… kodu wyjścia duszy, którą zabieram na spacer. Ponad ciało.

.Lena Maria T.

0 Komentarze