Wiersze

Archiwum

Lody, lody…

 

Lody, lody …

 

 

Z dala dobiegający dźwięk wesołej muzyczki, poznaję
– lody!
Już czuję ból w portfelu, bo amatorów wielu.

Malutkie stópki dobiegają, wybierają. Szczęście w rączętach.
Miły Pan kłania się … tutaj ma koniec drogi.

Stojąc tak, westchnęłam. Wspominając refleksyjnie.
Marzycielsko – dziecinnie.
Ech, kiedyś to było…

Dźwięk dobiegał z dzwoneczka, zawieszonego na malowanej budce.
Była biało-błękitna. Powóz ciągnął biały konik.
Woźnica jak z bajki o Królewnie Śnieżce, a w okienku śliczna Pani.
Z uśmiechem anioła. I te kolory tęczy w kulkach!

I ja mała, malusia, stojąca na paluszkach, w czerwonych lakierkach.
Ktoś podnoszący mnie, bo ja… siama, w rączce ściskająca grosik.
Do dziś słyszę nawoływanie; lody, lody…..

 

zdj. z it.
zdj. z it.

 

0 Komentarze

Odpowiedz

four × 1 =