Proza

Archiwum

prochem jesteśmy

 

 

#

 

*Postanowiłem przyznać dwa wyróżnienia I stopnia
dla Malwiny Leny Marii i Zbigniewa Argolewicza bardzo różne teksty, pierwszy pełen refleksji drugi zaś wyobraźni znakomite transformacje.

 

 

 

 

 

                         Bardzo dziękuję –

 

***

prochem jesteśmy

 

podobno po to się rodzimy
by osiągnąć ten stan
podobno nicość też ma tę formę
niewidzialna nienamacalna – choć jest
podobno pobratana ze wszędobylskim wiatrem

zna nasz początek i kres

podobno starczy zadbać o jego względy
a przywieje z każdego zakamarka
wstecznymi wskazówkami postać
zlepiając pożółkłe kartki kalendarza                                              
przywracając paletę barw – popieli

Gromniczna świeca

– Tak wysoko podniosłeś mi poprzeczkę – powiedziała – Echo jej słów poniosło się po sklepieniu świątyni w stylu gotyckim. Uwielbiała tam zachodzić. Tam się wyciszała.
– Wiesz, że przeskoczę, ale czy chcę? Czy tym razem chcę? Już jestem zmęczona. Bardzo zmęczona tym nieustannym stawianiem czoła próbom. Udowadnianiem, że jestem człowiekiem. Z drugiej strony powinnam docenić, że musisz mnie wyżej niż przeciętność plasować.
Dzisiaj kolejną świecę zapaliłam. Tak wiele ich już było. W końcu zapalałam je, jak nakazujesz, w sytuacjach ciężkich. Prosząc… Ciebie to trzeba błagać, na kolanach. Ortopeda rozkłada z bezradności ręce. Ale ja otrzymuję to, o co proszę. O siły!!!! Uwielbiam Cię za to. Jest tak, jak mi przekazywano od dziecka. Tak! Jesteś wielki! Odkąd pamiętam, kiedykolwiek było mi ciężko, zachodziłam do Ciebie jak z wizytą do przyjaciela i prowadziłam monologi. Wiadomo… Ty to się nie odezwiesz. Choć nie uważam, żeby milczenie było właściwym. Na pewno wygodnym.
Wiesz, patrzę na stojący przy moim lewym boku konfesjonał. Jest piękny. Rzeźbione wieżyczki w kolorze starego złota, zieleni, przełamane subtelnie odrobiną purpury. Zasłonka elegancka w fiolecie. Drzwiczki ma otwarte. Nigdy nie widziałam ich otwartych. Jakby mnie zapraszały, by z boku przyklęknąć. Wiesz, że nie mogę. Jakiś Twój zakłamany sługa stworzył zapis i nie mam prawa. Ale wiem, że Ty mi pozwalasz na to, bo to Tobie otwieram się szczerze jak tylko potrafi człowiek. Tak sobie patrzę na tę świecę i wszystko wskazuje na to, że to moja ostatnia. Celowo kupiłam grubszą, by przynajmniej wzrokowo oszukać.
W końcu z mojej półki już zbierasz pod Piotrowe drzwi. No, na mnie czas, bo ciemno się zrobiło. Do domu…
Choć tam i tak nikt na mnie nie czeka. Do następnego, Mój Panie.

                                                                                                                                    Lena Maria T.

0 Komentarze

Odpowiedz

fourteen − 1 =