Proza

Archiwum

Rzeka “Mleczna”…z cyklu moje miasto Katowice

 

Rzeka Mleczna

 

Każdego świtu z mlecznym kolorem rozpoczynam spektakl dnia.
Jak z poprawnością bieli śniadania. Niezbędnością kalorii.

Równolegle do drogi płynie cichutko. Na szerokość rozłożonych ramion.
Zdobi ją most pamiętający tak wiele – jak ona.
Wije się z subtelnością kobiecą, a jej pobocza nadają rumieńców.
Jest skromna, nawet nie wydaje dźwięku. Płynie w milczeniu.
(Choć dawno temu coś złego musiało ją trafić, bo zalała okolicę)

Staram się jej nie obudzić, stukaniem obcasów, bo okryta jeszcze mgłą.
Niech śpi. Zasłużyła na odpoczynek. Jej strumień poi nie tylko ziemię.
Na mostku witam z wschodzącym słońcem. Zachwytu wzrokiem.
Tak proszę o dobry dzień.

W porze zimowej jej tafla zastyga. Mrozowi pozwalała w sobie rzeźbić.
Mleczne zakola w nierównościach kręgów intrygują. Jakby po balu.

O każdej porze roku skroplona tajemnicza biel osiada na mych włosach.

Jak symboliczne błogosławieństwo na nowy dzień.

A kiedy rozsuwa kotarę, sceny dnia wybuchają kolorami palety barw.

O zmierzchu, znów opada kryjąc negliż. Pod kołderką równej ze świtu bieli.

Przewietrzonej, wybielonej promieniem słońca, skropionej deszczem.
By znów, jak o świcie, zwilżyć włosy muskając zmęczoną skroń.
Jak pocałunek na dobranoc.

mgłarzeczki

0 Komentarze

Odpowiedz

7 + 20 =