Wiersze

Archiwum

Stara ona, stary bez

 

Stara ona, stary bez

 

Zajęczał parapet pod ciężarem jej łokci

Poduszka zakwiliła kichnęła raz drugi

Przemokła przemarzła od łez staruszki

A współczujący za oknem staruszek bez

Sypnął intensywniej zapachem dla niej.

 

Pamiętał kiedy sadziła go pod oknem z dziećmi

Jak w maju malutkie rączęta zrywały gałązki.

Dla niej. By i w pokoju dopieszczał zapachem.

 

Dziś sięga powały chatki. Tylko gdzie jej dziatki?

W szeroki świat wyruszyły. Od lat u progu domu

Nikogo nie witała. Pozostał kot i wierny do końca bez.

zdj. z int.

 

 

0 Komentarze