Wiersze

Archiwum

Sylaby… z cyklu moje miasto Katowice

&

zdj. z int.

 

 

Sylaby

 

 

 

Przeskakiwały razem z małymi stópkami.                                         

Na paluszkach jak baletnica,

pomiędzy brzózkami.

Odbijały pieszczonym kawałkiem bursztynu

schowanym w kieszonce.

Pamiątką z wakacji, o zielone liście.

Obolałe osiadały na hałdzie kopalni.

Spadały zawstydzone z jej szczytu.

Zniekształcały trącając o kawałki węgla.

Chciały być doskonałe.

O-la ma-ma o-sa A-la As

A kiedy z czasem słońce

złotem i czerwienią ozdobiło bluszcz

na murach kopalni – łączyły się.

W coraz dłuższy łańcuszek.

Obiegając radośnie koło szybu.

 

I zawsze wracały latawcem całych zdań.

Tak bardzo chciały zobaczyć uśmiech mojej pani.

 

#

(z dedykacją dla mojej ukochanej nauczycielki Pani Krystynie Siewiera z Katowic)

 

0 Komentarze