Przejdź do treści
Proza

Tak wiele stacji, Panie…tak wielu bogów 4/3

2 komentarze

 

 

Tak wiele stacji, Panie…

tak wielu bogów, Panie…

 

 

Wyjmujemy źdźbło z oka z wiatrem zawiści celnie wsunięte

perfidnie by uwierało. Oczekujemy w bólu na wypłynięcie drzazg

by wraz ze zgnilizną podłości opuściły ciało. Upadamy na kolana

z kruchości kręgosłupa nadwyrężonego z nadstawiania karku

Podkładamy drugi policzek by cios był trafny znając apetyt zła

Niech zaspokoi głód. Upadamy wstajemy. Łzami wilżymy spierzchnięte usta

Zwinięci z rozpaczy jak róża jerychońska królujemy na własnych pustyniach

Dlatego swoje światło kryjemy korcem oczekując zmartwychwstania.

 

Czas refleksji, przemyśleń…Ciszy nam potrzeba. Tej wewnętrznej. Wyciszenia w chaosie. Selekcji, co ważne, reszta to pozory, pozory, pozory… Zawładnęły nami.

Pociągamy za niewłaściwe sznurki. Tylko szkoda, że jak zawsze po czasie uzmysławiamy sobie, że to małe, to nic… W końcu całe życie się uczymy.

Tak, Panie… jest jeden Bóg i za to że się ujawniłeś krzyż.

Wówczas też byli tacy którym się wydawało, że to oni nimi są. Sami się okrzyknęli.

Lud klękał…ze strachu. Przed Tobą z miłości, w pokorze.

Ale po tak wielu latach i nic nie uległo zmianie.

Pokornym bogowie też zginają kolana. Panie, Ty to widzisz i nie grzmisz?

A wziąłbyś pejcz jak w świątyni… chyba, że wychodzisz z założenia sami się unicestwią, jak w stadzie wilków.

Mamy takich bogów w rodzinach. To ci spadkobiercy mamony pokoleniowej. Gdzie rodzic z pośród wielu potomków w darze daje majątek. Reszta musi ciężko zapracować na chleb dla dzieci.

A przy rodzinnym stole tacy biorcy stawiani za przykład. Reszta to nieudacznicy, jakkolwiek by nie stanęli wysoko po ciężkiej orce życia.

Mamy takich bogów w pracy, gdzie szefowie ołtarz swój budują z giętkich kręgosłupów wybranych. A wiernych ściągają nagrodami. Za tę samą pracę po wielokrotność tym co przed ich ołtarzem niżej schylą kark i wyśpiewują psalm na ich cześć.

Mamy takich bogów w polityce. Powiedziałeś:

… co Bogu … , co Cesarzowi… – ciężko to pojąć Panie …

Tyle nieprawości, rozpasania. A głodny, spracowany lud marnieje, buntuje się… By kupić tron nie można dać tym co ciężko pracują i tym którym praca wstrętem.

Mamy takich bogów w Twoim kościele. Armia stworzona w imię Twoje…

 Jak ciężkie muszą być Twoje łzy nad nimi. Żyłeś w prostocie, dawałeś, uzdrawiałeś, uczyłeś miłości, bo nie wszyscy znali to uczucie. Jak ciężki musi być Twój krzyż.

Panie ciszy nam potrzeba, tej wewnętrznej. By wybrać w tym chaosie, marazmie. By wybrać to co ważne. Ale tak wielu ma pętlę na szyi. Garnitur, pierwsze miejsca w ławce kościelnej, doborowe towarzystwo, wielocyfrowy stan konta, luksusowe ubezpieczenia, samochody.

Byleby zaistnieć weszli w ząbek eklera… jak przystaną to runie reszta. A tak są dobrze szczelnie zamknięci. Osłonięci z wszystkich stron wspólnym parawanem niegodziwości.

Jest jeden Bóg, a że niewidzialny gołym okiem to tak wielu rości sobie do tego prawo. Z prawa z siebie nakazanego…

Pozostali Panie, pomagają dźwigać krzyż, a jest ich stanowcza większość. I po czasie już się nie buntują. Żyją nadzieją, bo wierzą. Powtarzając:

Panie pomóż! Niech będzie wola Twoja…

 

Lena Maria T.

 

Komentarze (2)

  1. Malwina Lena Maria autorka

    Tak Grażynko, najwięcej widzimy po czasie. Mamy plany…dorobić się, potem delektować dorobkiem, pokazać otoczeniu, bez względu na sposób zawładnięcia zdobyczy, najczęściej kosztem osamotnienia bliskich… i przy okazji, niestety przy tylko okazji rodzinom, ale ona najczęściej pokazuje plecy. Najwidoczniejsze to w okresie świąt, przy stole, kiedy usta milczą, a serce krzyczy…
    Choć większość to ludzie ograniczeni myślowo, z takimi nie da się rozwiązać żadnego problemu, oni zawsze mają rację. Sami budują sobie piedestał…sami rzeźbią swój posąg…ale takiego nikt nie będzie podziwiał. Przegrywają wówczas z odruchem ślinotoku. Serdeczności Grażynko.

  2. Grażyna Wójcik

    Malwinko bardzo dojrzały tekst,masz trafne spostrzeżenia,co do życia,wartości, jakie są najważniejsze,a których nie dostrzegamy,przysłoniętych wyścigiem za dobrami,które tak naprawdę rujnują i nic nie wnoszą, jedynie próżność i zło.Płacą za to rozpadające się rodziny i my osamotnieni.Zamiast rozwiązywać problemy pozbywamy się ich, wraz z tym co kochamy i niejednokrotnie doceniamy to co zbudowaliśmy,dopiero wtedy gdy wszystko stracimy.Pozdrawiam z całego serca.

Zostaw słowo

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Nazwa, e-mail i witryna są dobrowolne.