Proza

Archiwum

Telefon

 
 
Bardzo dziękuję za wyróżnienie – w warsztatach prozy –
 
 
Telefon
 
 
Telefon wybrzmiał swój dźwięk:
– Czy ja rozmawiam z Panią Matyldą Nowak?
– Tak, z kim mam przyjemność?- zapytała.
– Dzwonię z Posterunku Policji. Czy mogłaby Pani możliwie jak najszybciej do nas podjechać ? Adres wyślę esemesem.
– W jakiej sprawie? – zapytała
– Pani syna Jana. Pani numer telefonu mamy ze znalezionego telefonu Pani syna, przez przechodnia.
– Właśnie dzisiaj do Was wybieraliśmy się z mężem. OK! Już jadę.
Dotarła. Zapłakana usiadła na wskazanym krześle.
– Kiedy ostatni raz Pani widziała syna? – padło pytanie.
– Tydzień temu, ale zdawkowo rozmawialiśmy telefonicznie. Martwiło nas to. Mnie i męża. Ponieważ jesteśmy blisko, tym razem był inny. Może zacznę od początku. Jan znalazł pracę poprzez ogłoszenie w internecie. Cieszyło nas, bo tylko ponad godzinę jazdy samochodem od miejsca, gdzie mieszkamy.
– Czyli za granicą.
– Tak. Syn od lat pracuje w różnych krajach. Szwecja, Belgia, Holandia, Niemcy.
– Do pracy miał się stawić w poniedziałek, a w zasadzie w niedzielę, ponieważ miał w tej pracy zagwarantowane zakwaterowanie w domu pracodawcy. Z Polski wyjechał w nocy, do nas dotarł na obiad. Po 18-tej wyjechał do pracy, pod wskazany adres.
Wysłał esemesa, że jest na miejscu i rozpakowuje się.
Potem dopiero we wtorek odpowiedział na nasz telefon. Ale zdawkowo, że nie może rozmawiać. Ale pracuje. Było to około 22- giej wieczorem. Martwiło nas to, bo głos był bez entuzjazmu. Przez następne dni było tak samo, choć tylko raz rozmawiał dłużej. Powiedział, że tam jest dziwna atmosfera, o szefie wydał złą opinię. I napewno nie zagrzeje tam dłużej. Wiem, że załoga liczyła 6 osób. Spali w dwóch pokojach, na łóżkach piętrowych. Dodał, że jest jeden fajny chłopak.
I, że jest jedynym z prawem jazdy. Czyli syn. Co nas zaskoczyło. Dorośli ludzie około 40-tki? Pamiętam, że mąż wówczas skomentował, że mogli mieć odebrane prawka. Zamilkła.
Otarła z łez policzki…
– Kiedy był ostatni telefon, jakikolwiek sygnał? – zapytał
– Zdecydowanie w czwartek. Notorycznie wydzwanialiśmy do niego. Wysyłaliśmy esemesy …i cisza.
W piątek popołudniu mąż powiedział:
– To nowa załoga, skoro taka tam dyscyplina, praca po ponad 10 godzin, wejście do domu do 22-giej, to może mają imprezę po zakończonym pierwszym tygodniu pracy. Wówczas trochę ochłonęłam, ale znam go…to nie pasowało do mojego syna. Zawsze kontaktował się ze mną. Z mężem. Jego ojciec młodo zmarł. Aktualny mąż traktuje go jak własne dziecko. Z wzajemnością.
– Czy wiedzieliście państwo gdzie pracował?
– Tak znaliśmy dane Firmy. Sprawdzaliśmy ją w necie. Brzmieli wiarygodnie. Generalnie dobrze. Więc, po nieprzespanej sobotniej nocy pojechaliśmy pod znany nam adres.
– I co?
Rozpłakała się głośno…znów zapadła cisza.
– Nawet wysłałam esemesa…w sobotę:
– Synku żyjesz?
– Tak, odczytaliśmy go – powiedział
– Dotarliśmy do właściciela Firmy. Byliśmy tam wczoraj, czyli w niedzielę, popołudniu – kontynuowała. Wytatuowany młody mężczyzna. Robił wrażenie śliskiego. Powiedział nam tylko, że syn był w pracy w piątek ostatni raz. Już nie pracuje. I, że nie ma pojęcia co z nim. Wyprowadził się i odjechał. Tyle, mogę powiedzieć. Jego telefon milczy do dziś.
– Muszę Pani powiedzieć, że ktoś znalazł jego telefon. Włączył, bo nie był zablokowany. I zobaczył nagranie z aplikacji nagrywania, był to ostatni zapis. A, że ciekawy to znalazca przyniósł telefon do nas. Na Policję.
Nagranie jest wstrząsające, czy ma Pani siły, by to odsłuchać?
– Tak, muszę!!!. – Krzyknęła.
To co zobaczyła było przerażające. Jakby urzeczywistnieniem jej myśli. Najgorszych, jakie wciąż, gdzieś tam w środku krążyły. Nagranie przedstawiało sceny z pokoju jego zakwaterowania. Widać jak pięściami okłada go po twarzy, głowie dwóch wytatuowanych oprychów. Jak leży na podłodze i wyje z bólu, jak prosi, wręcz błaga, by mu pozwolono pójść do toalety. W ręku trzyma kurczowo telefon. Obraz zanika, ale słychać głosy i to co się tam działo. Słychać szelest worków foliowych i krzyki w jego kierunku:
– Pakuj się!
– Szybciej!
Widać jak oprawcy wynoszą jego walizkę, plecak. I słychać obcy głos:
– Wyrzućcie to do rzeki!
Widać czerń asfaltu, latarnię na parkingu. I słychać pociąganie jego kroków z niesamowitym jękiem bólu. Wręcz wyciem.
Przy ostatnim kadrze z nagrania złapała się za usta, by nie krzyknąć:
– O Boże!
Zapytała:
– Czy on żyje? Przecież cała twarz zmasakrowana, krew na opuchniętych ustach…
– Tak, na tym nagraniu żyje. Bądźmy dobrej myśli. Przykro mi. Poszukujemy jego samochodu, jakiegokolwiek śladu, ale trop podstawowy znamy. Wiemy, że osoby bijące go mają w Polsce wyroki w zawieszeniu. Są już zatrzymani. W nagraniu znaleźliśmy logo Firmy, co było śladem.
Widzi Pani, telefon, coś co zmienia relację pomiędzy bliskimi tutaj okazał się ratunkiem. Wielu młodych nawet nie zadzwoni do rodzica. Pani syn zawsze miał bliski kontakt z wami, być może dlatego tak kurczowo go trzymał. Cały czas trzymał go w ręku, bo liczył na pomoc właśnie tego telefonu. Pierwszy krok w poszukiwaniach skierowaliśmy w kierunku szpitali. Na razie będzie na statusie poszukiwanego.
– Czyli zaginiony? – wyszeptała.
 
Lena Maria T.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
————————————————–
 

0 Komentarze

Odpowiedz

3 × five =