Proza

Archiwum

Toksyczne związki część 1.

 *nowelka w  2 częściach

 

 – Jadu skrajne właściwości sprawiają, że związki toksyczne są tak

   fascynujące –

(autor Malwina Lena Maria )

 

 

Toksyczne związki

 

– Klara                                                                                            

imagesKZK128EQ.jpg

(część 1.)

 

– Czego sobie panie życzą? – zapytał młody kelner. Jednocześnie uśmiechając się szarmancko.

– Ja proszę  o białą kawę – odpowiedziała Klara.

– Ja również, a potem zastanowimy się i pana poprosimy – rzekła Laura odwzajemniając uśmiech.

A miała cudowny. Była piękną kruczoczarną czterdziestopięciolatką. Obie raz w miesiącu spotykały się w tej kawiarence. Były koleżankami ze szkolnych lat. Z czasem niedaleko siebie zamieszkały. I tak znajomość przerodziła się w przyjaźń. Klara była od pięciu lat po rozwodzie, a Laura od jedenastu  wdową. Zatapiały ból i samotność w pracy zawodowej.

Klara była przeciwieństwem Laury. Delikatna blondyna. Równie piękna. Małomówna, lecz z Laurą znalazła wspólny język. Otwierała się przed nią całkowicie. Z wzajemnością.

– Wiesz poznałam kogoś. Jest po pięćdziesiątce. Wiadomo przystojny. Spotykamy się od kilku miesięcy – powiedziała Klara , wpatrując się w oczy Laury. Z nich mogła wyczytać jej reakcję na tę wiadomość. Laura uniosła brwi i zmarszczyła czoło, na znak zaskoczenia.

– Nie mówiłam ci o nim, bo nie wiedziałam jak to się rozwinie. Pamiętasz to jest ten mężczyzna, o którym ci opowiadałam, że byłam z nim na kawie –

– Oj, tak pamiętam –

– Wiesz, ja też chcę ci coś powiedzieć – Laura przygryzła usta. Ich kąciki przygotowywały się do zmiany mimiki i obie ryknęły śmiechem –

– Żartujesz, ty też? –

– Tak! –

– No, to zaczynaj! Potem ja – powiedziała Laura –

– Poznałam go służbowo. Miał mój numer telefonu. Potem kawa, zresztą to wiesz. Zaczęliśmy się spotykać. Wiesz, jak on na mnie działa – westchnęła – Każde spojrzenie to pożądanie. Dawno nie czułam czegoś takiego. To niesamowite. A myślałam, że jestem wypalona. Przy nim czuję się kobietą. Choć na krótko. Ciągle o nim myślę. Nawet teraz. Chyba to jest właśnie to –

– Więc co cię trapi, bo czuję, że chcesz jeszcze coś dopowiedzieć – ciągnęła Laura –

– Tak. Z czasem zaczęliśmy mówić o przeszłości. Wiesz, że ja miałam tylko Jacka. A potem tylko kawy z facetami. Tylko kawy, bo bałam się mężczyzn. Po tym co zaserwował mi Jacek, to powinnam omijać dożywotnio mężczyzn. Do dziś czuję perfumy na jego płaszczu, ślady szminek. I przysięganie na Boga! patrząc w oczy.On jest pierwszym, z którym tak daleko zabrnęłam od rozwodu. Jest mi z nim cudownie. A w łóżku fantastycznie. Niczego sobie nie obiecywaliśmy, ale to wygląda na coś poważniejszego. Miewał związki kilkuletnie. Wiem tylko o jego ostatniej partnerce.  Była od niego starsza o prawie dwadzieścia lat. Kiedy mi to powiedział, to złośliwie pomyślałam – prosektorium! To tak, choćby bzykał moją matkę! – wykrzywiła usta z niesmakiem – Powiedział, że to tylko znajoma, ale z czasem sam się wygadał. Wspólne wyjścia, wakacje i to jakie! Wspólne pokoje w hotelach. Wizyty i pomoc w jej domu. Trwało to kilka lat. Zapytałam wówczas, czy sypiali ze sobą. Zaprzeczył. Czy korzystał z agencji towarzyskich. Też zaprzeczył. Więc, wniosek jasny. Facet bez seksu? Kilka lat? Przystojny mężczyzna? –

– Wiesz, teraz są czasy, kiedy partnerstwo nie wymaga peselu. A może mister- rączka starczała? – wybuchnęły obie śmiechem, zwracając na siebie uwagę bywalców kawiarenki.

– No co ty, w tak długim okresie? To i jedno i drugie, by odpadło – Zarechotały.

– Ale mam problem – mówiąc to, przygasła – Psychiczny. Jakiś uraz, nie wiem jak to nazwać.

– A jak ta kobieta wygląda? –

– Atrakcyjna, zadbana! Widziałam zdjęcie. Pokazywał mi kilka zdjęć z imprezy. A ja pytałam kto to, kto to, a kto tam? I tak pośród była ona. Był zmieszany, bo dał się zaskoczyć. Ale, nie chce do tematu wracać. Budowanie czegoś na kłamstwie? To gliniane nogi. Przecież to była przeszłość. Nie rozumiem! Jaki miał powód, by oszukiwać! Ech, zapijemy robala – uniosła rękę.

– Prosimy o dwie lampki wina, polegamy na panu…półsłodkie – zwróciła się do kelnera.

– Wiesz, na każde spotkanie nie mogę się doczekać. – ciągnęła dalej – Tak go pragnę. Ale od tamtej chwili często miewam koszmary. Widzę w nich siebie pod prysznicem. Jak obsesyjnie się szoruję do zdarcia skóry, kropelki krwi na wierzchu, zmieszane z pianą mydła.- tu przystanęła. Było widać, że kadry wracają. Twarz skupiona, pełna bólu. Laura chwyciła ciepło Klarę za dłoń. Jakby chciała pomóc słowom, które z cierpieniem wyskakiwały z krtani.

– Potem – ciągnęła dalej – czerwona piana rośnie, rośnie i rośnie zatapiając mnie całkowicie i z krzykiem budzę się. Cała zlana potem i łzami. Ostatnio, kiedy byliśmy razem, kiedy był nade mną łzy same spłynęły. Moja wyobraźnia zadziałała. On, a zamiast mnie ona. Ta ponoć tylko znajoma. Zadręczam się… –

Łzy poturlały się po policzkach. Klara dyskretnie musnęła je dłonią . Licząc, że nikt nie zobaczy jej łez. Pokazała porozumiewawczo Laurze palcem na oczy, zapytując w ten sposób o makijaż. Odpowiedziała mrugnięciem powiek, że w porządku. Zapadła cisza. Kelner doniósł lampki wina.

Klara zamieszała winem. Czerwień balansując sięgnęła rąbka lampki. Rozbujała się i ulała na biały obrus.

 

(cdn.)                                                                                                          Lena Maria T.

 

 

 

 

 

1 Komentarze

Odpowiedz

two + 19 =