Proza

Archiwum

z cyklu …Skrawki refleksji

zdj. z int.
zdj. z int.

***

Mówią, że na szacunek trzeba zasłużyć, ale mówią też – jaka mać, taka nać…

 

– Agnieszka? Witaj, to ja Marta, chciałabym prosić o spotkanie.
Musimy pewną delikatną sprawę wyjaśnić –
– Ale o co chodzi? – zapyta
– To nie jest rozmowa na telefon, chodzi o twoja córkę. Zasypuje
mnie esemesami obraźliwymi. Ja sobie na to nie pozwolę. Wiem,
że jesteś zajęta. Ja również pracuję, więc dostosuję się do terminu.
Chciałabym, by twój mąż również był przy rozmowie –
– No dobrze, podjedź w sobotę wieczorem –
– Ok! To do soboty.-
Marta odłożyła telefon. Włączyła ulubioną płytę i poszła się przebrać. Niedawno wróciła z pracy. Usiadła przed toaletką, by zmyć makijaż. Spojrzała w taflę lustra i rozpłakała się.
– Kochanie ile jeszcze wytrzymam? Ile śliny muszę zetrzeć, nim do ciebie dołączę? Powiedz mi! Odezwij się chociaż raz…
Często mówiła do zmarłego męża. Było jej lżej. Lustro traktowała jak konfesjonał. Gdyby tu były uszy, to odpadłyby…prawda? – mawiała.

Dzisiaj czwartek, w zasadzie już jego koniec. Jutro mam ciężki dzień w pracy. Ale nie mogę tego tak zostawić. Położyła się spać. Piątek przeleciał, ani się nie spostrzegła. W sobotę od rana wszystko leciało jej z rąk. Jeszcze parę godzin do siedemnastej. Jeszcze raz wzięła telefon do ręki i czytała sms-y. Nie dowierzam. Tak ni z tego, ni z owego – pomyślała. Czyli musiało coś się stać, o czym nie wiem. Ale się doczekałam, kontynuowała rozmyślania. Rzadko ich odwiedzam. Choć bardzo bym chciała częściej. Wprawdzie pracuję, ale zawsze znalazłabym czas dla maluszka. Skóra zdjęta z Maćka. Od dawna czuję, że coś jest nie tak, ale nie mam prawa się wtrącać. Młodzi powinni mieszkać osobno i sami się docierać. Warunkiem miłość. Jeśli istnieje, będzie dobrze. Jego partnerka wychuchana panienka. Rodzice majętni. Maciek chyba nie sprostał oczekiwaniom. Bez zaprzęgu do karocy. Na dodatek półsierota. Ja domu nie potnę na kawałki, a Maciek nie jest jedynakiem. Na nieszczęście znałam jej rodziców wcześniej. No cóż, nie wszyscy bazują na pokoleniowych podwalinach. Maciek jest ambitny. Zdolny. Dyplomy zdobywał bez wysiłku. A jego ręce Midasowi dorównują. Jestem dumna z niego.
– Gdybyś go widział dzisiaj, też byłbyś dumny – powiedziała do męża. To już mężczyzna. Wiesz jak wyrósł? Ma prawie 190cm. Jest bardzo przystojny. Wynajął mieszkanie. Pracuje. Potrafił zadbać o rodzinę. Nigdy się nie zwierzył, ale czułam, że coś nie tak. Pierwszym sygnałem była sytuacja, gdy maluszek pędził do mnie na spotkanie i zawołał…moja baba Jaga i objął rączkami. Zbagatelizowałam to. W końcu dziecko tego nie wymyśli samo.
Druga babcia to – babuszka…Agunia…Odwiedza ich notorycznie, pomaga. Ja tylko w święta i urodziny. Usłyszałam od synowej, że mam się anonsować przed wizytą. Teraz panienka napisała mi, że nie życzy sobie bym ich odwiedzała, o reszcie, która była w treści sms-ów, nie chcę już pamiętać. Myślałam, kiedy u nich ostatnio byłam…dwa miesiące temu. Tylko telefony. Choć sercem tęsknię każdego dnia. Muszę to wyjaśnić. Nie mogę sobie pozwolić na lekceważenie. W końcu jestem rodzicem. I żądam szacunku. Nie miłości. Szacunku. Tego nawet kultura wymaga. Poza tym nie zostawię syna w potrzebie, bo czuję, że jest coś nie tak. A wiem, że milczy, bo nie chce mnie martwić. Spojrzała na zegar.
No ładnie, godzina czwarta, a ja jeszcze mokre włosy. Dość tych rozmyślań. Czeka mnie ciężka rozmowa. Choć wszystko zależy od podejścia rodziców.
Kiedy stanęła przed furtką domu rodziców synowej, miała ściśnięte gardło. Obym tylko stanęła na wysokości zadania. Obym nie popełniła nietaktu – pomyślała
Nacisnęła na dzwonek. Cisza. Wokół same drzewa. Ciemno. Strach przeszył. Znów nacisnęła, choć była na umówioną godzinę. W końcu wzięła telefon i wystukała ich numer. Po czasie odebrała Agnieszka.
– To ja – powiedziała Marta – stoję pod waszym domem. W końcu byłam umówiona –
– Już wychodzę –  rzekła.
Już widzę, że będzie ciężko, pomyślała Marta.
Po czasie do ogrodzenia podchodzi Agnieszka. Otwierając furtkę w ciemnościach mówi:
– wybacz, ale nie mogę ci poświęcić czasu, poza tym męża nie ma i dobrze, bo mógłby coś niemiłego powiedzieć –
– Ty chyba sobie kpiny robisz – powiedziała Marta – Ja nie jestem gówniarzem, byś tak mnie zbyła, Myślałam, że mam do czynienia z dojrzałymi ludźmi. Twoja córka wypisuje do mnie obraźliwe sms-y, Ty nawet ich nie chcesz przeczytać? Jestem matką jej męża, nie żądam miłości, ale szacunku. Czy, mój syn was lekceważy? Czy wypisuje coś, co można udowodnić? –
– No, nie..ale ma do ciebie żal…-
– O czym ty mówisz! Staracie się go oderwać od rodziny, ustawiacie, myślisz, że ja tego nie widzę. Czy już go kupiłaś. Jeśli tak, to już nie jest moim synem, bo wychowałam w przeciwieństwie do ciebie dobrze dziecko. Widzę, że nie masz ochoty mnie zaprosić a jechałam kawał drogi…-
Zapadło milczenie. takiego obrotu sprawy się nie spodziewała.
Marta odwróciła się i odeszła. Nie miała ochoty dłużej stać pod bramą.
– Czuje się choćby mnie ktoś spoliczkował. Upokorzenie pali wnętrze.Łzy zastygały…Nie dowierzam. Jeśli dorosły tak postępuje, to czego oczekiwać od dziecka. Bali się konfrontacji?

Maciek całą noc wydzwaniał…Marta nie odebrała. Nie chciała więcej jątrzyć. Czasem milczenie pomaga – pomyślała
Musiała mamuśka zdać relację córce, że jednak byłam.
Pośród sms-ów napisała:
– nie będzie panią stać, by pojechać do moich rodziców…, była to odpowiedź na mojego sms-a:
– myślę, że czas porozmawiać z twoimi rodzicami

– A jednak, kochana było mnie stać i dziękuj Bogu, że jesteś znów w ciąży, bo wyjaśniłabym to bez anonsowania – pomyślała Marta
Boże co za pokolenie, ja też miałam teściową, ale szacunek był podstawą. A jej spojrzenie największym autorytetem w końcu dała kogoś kogo kochałam. Być powodem do awantur, czy jest się częstym gościem, czy sporadycznym
– to być kimś ważnym dla atakującego, bo inaczej nikt by o mnie nie pomyślał
– Prawda? – zwróciła się jak zawsze do lustra.
– Jeśli jej rodzice tak zareagowali, to nie mam z kim rozmawiać, nie będę szukać kolejnego sposobu na wyjaśnienie, nie mam z kim, a firmowe bryki dla mnie nie są miernikiem wartości człowieka.
– Kochanie masz cudnego syna, bo jaki ojciec taki syn, czeka go kawał roboty nad żoną, bo zna wartości w życiu.Nie odwiedzam ich, ale wiem wszystko co się u nich dzieje – Marta dotknęła palcem usta i pozostałością szminki zrobiła ślad na lustrze.
– Tak, małe dzieci mała starość, a synów chowa się dla cudzych. Oj, tak, babciu miałaś rację, westchnęła…

 Lena Maria T.

0 Komentarze

Odpowiedz

three + eight =