Proza

Archiwum

z cyklu…Skrawki refleksji

zdj. z int.
zdj. z int.

 

 

Ubezpieczenie

 

 

Wbrew odważnym myślom – bywałam nieśmiała. Często wdawałam się w dyskusje, gdzie argumentowałam zasadność poglądów. Lecz, gdy rozmówcy podnosili głos (niejednokrotnie) chamsko ripostowali – pasowałam. Przeszywające dreszcze sygnalizowały, by zakończyć. Bogactwo słów pozwala na stonowaną wymianę zdań. Na kontakt myśli. I tak, mimo woli pielęgnowałam milczenie. Patrzono na mnie jak na typową blondynkę. A w moim świecie buchało wiedzą, pięknem muzyki, czytanych wersów…. Tam odpoczywałam.
Stawiałam nieśmiało kroki, bazując na zasadach. Było mi łatwo, bo czułam chroniące mnie skrzydła. Do czasu…Wówczas to, każdego dnia ciężar bagażu życia dokładał kamienie. W końcu ciężarem przekroczył wagę mojego ciała. Mrówka! Zaczęłam (z bezsilności)i myśleć roszczeniowo. A bunt narastał. Przecież asekurowałam się we wszystkim. W każdej dziedzinie życia. Nie szłam na oślep.
Wywiązywałam się z warunków, by spokojnie zasypiać, bo żyłam nie tylko dla siebie. Niestety, wszyscy ubezpieczający zawiedli. I tak;
pobierali i nadal pobierają niezłą kasę na składkę zdrowotną, a w gabinecie lekarskim po zapytaniu czy jestem ubezpieczona – i tak musiałam zapłacić. Chcąc, pobrać świadczenie w firmie ubezpieczeniowej – też mnie orżnęli. Ścinając wysokość kwoty do granic możliwości.
– Ale, że TY też taki jesteś? – mówiłam z wielkim żalem, unosząc głowę na firmament.
– U Ciebie też się ubezpieczyłam – Chrztem i innymi sakramentami Myślałam, że te poświęcone krople są moją polisą.
– Przecież nie przekroczyłam żadnej zasady, konfesjonał potwierdzi!
– Jak możesz mówić o miłości, odbierając w zasadzie wszystko, dałeś i odebrałeś zostawiając na dnie rozpaczy
– Ile razy można upadać, podnosić się?
– Ja dla dzieci nie zmartwychwstanę za trzy dni, bo ojca im już zabrałeś…
Pretensji nie było końca. Zgorzknienie z czasem zrodziło obojętność. Świt dnia witał jasnym promieniem i właśnie on zaczynał cieszyć. Starczało. A wchodzenie w swój świat – relaksowało, jak kiedyś. Może, to moje milczenie, było przygotowaniem mnie do tego, co mnie czekało później, by przetrwać Może ta polisa jest rzetelna, bo dzisiaj znów czuję skrzydła, a i ciężaru ubywa…
Z perspektywy czasu inaczej to odbieram. W końcu nikt nie mówił, że będzie zawsze dobrze. Doceniłam, jak wiele dostałam, mimo wszystko…

 

 

Lena Maria T.

 

0 Komentarze