Tango .

Partnerstwo, na czym polega wiemy. Iść krok w krok razem, stopa przy stopie jak w tańcu. I tutaj zaczyna się problem. Jeden lubi walca, inny rock and roll-a. Osobiście oba lubię, ale najbardziej tango. W walcu jest harmonia, piękno, klasa. W odniesieniu do życia wszystko uporządkowane.
Od śniadania, pracę, obiady, odbieranie dzieci z przedszkola, szkoły. Kończywszy na łożu. Obowiązki należycie sprawowane. Regularność, sumienność. Zgodnie z zasadami. Ale mało emocji.
W rock and roll –u żywioł, gdzie każda część ciała drży, niemniej w rytmie perkusisty. A oni to szaleńcy. Nietuzinkowi . Tam partnerstwo bywa i to na krótko.
Tak, najbardziej lubię tango. Z różą w zębach. Moi partnerzy nie nadążali. Niby blisko, wręcz ciasno w objęciach. A i róża zawsze świeża. Ale zawsze brakowało mi tego pewniaka, by bez stresu zawirować i być złapaną za dłoń. Braki pewności , że złapie mnie na czas. Jestem indywidualistką, mam surowe zasady nawet odnośnie siebie i niestety wymagam. Często kosztem siebie. Wiele tracę, ale mogę spojrzeć śmiało w lustro. Czy mam zawsze rację? Nie wiem, kompromis to dla mnie fiasko. Często, może zbyt często zamykam się w kapsule i tam marzę, bo wiem, że w życiu to mi się nie przyda. Przeciwnie. Romantyzm w praktyce nie ma szans.
Trafiałam na ambitnych mężczyzn, gdzie rywalizacja stawała okoniem. Szarpanina myśli. Pozostawały strzępy potarganych dni. Kobieta, nie może „iść łeb w łeb”? Równolegle.
Brakowało mi tego ruchu jak w tangu. Kiedy to noga, sprężyście unoszona, dynamicznie zgina kolano i osiada bezpiecznie na silnym udzie partnera. By potem razem stanąć do pionu.
Bycie razem, to sztuka, a bycie samotnikami i żyć razem to majstersztyk. Bo, kiedy przeszłość osusza kwiat od łodygi, to wręcz walczymy, by purpura płatków róż nie wyblakła. By była odpowiednio nawilżona. I stać nas, by zraszać ją własnym potem.
Najważniejsze, by odnaleźć wspólny rytm. Stopa przy stopie jak w tańcu.
.

——————————————————————————————————–